poniedziałek, 23 marca 2015

Cen(n)a pomoc

Z okazji dziesiątych urodzin swojego ulubionego wiosennego płaszcza, Mama postanowiła kupić sobie nowy. Weszła z nim do domu, przymierzyła i krótko opowiedziała Tacie o okolicznościach w których udało jej się go kupić. Widząc że ma nasłuch, odruchowo zrobiła to po angielsku.

Dzieci przyglądały się i przysłuchiwały Mamie uważnie. Kiedy skończyła mówić, Pietruszka spytał Taty jak jest po angielsku dwieście. Tata uśmiechnął się chytrze, po czym powiedział, "Sto to jest hundred. To jak będzie dwieście?". Na twarzy Pietruszki pojawił się wyraz skupienia lecz zanim zdążył się odezwać rozległ się donośny głos Zochacza "Tu handled!". Tata kiwnął głową z aprobatą a Pietruszka z miejsca dodał "Two hundred twenty!".

I tak cena Mamy płaszcza stała się tajemnicą każdego anglojęzycznego poliszynela.

15 komentarzy:

  1. Zostaje szyfrowanie morsem :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, mam wrażenie że to się opiera na matematyce a tym językiem młodzi posługują się świetnie. Niedługo pewnie lepiej ode mnie ...

      Usuń
  2. uczcie się kolejnych języków - Wasze dzieci będa poliglotami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślisz że dlaczego od dwóch lat uczę się niemieckiego?!

      Usuń
  3. To Smyki! Zastanawiam się... znaczy myślę sobie, że przez te nadsłuchy Jachol pozostanie najmłodszym członkiem Waszej rodziny :P

    OdpowiedzUsuń
  4. ja to te smyki małe wiedzą, w którym momencie nasłuchiwać i nawet języki obce nie są im obce. z pewnością takie zdolne po rodzicach ;o)

    OdpowiedzUsuń
  5. zawsze jeszcze bedzie nadawać morsem ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za czasy, nic nie da się ukryć! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe no to jedynie smsy wam zostają ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze można jeszcze pisać do siebie karteczki. Szyfrem :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Płaszcz okazja. Mój kosztował three hundred, poprzednik odszedł na wieczny spoczynek po 11 latach.
    Już ci mówiłam, że posyłamy dzieci do szkoły na własne nieszczęście...Moje wiedzą rzeczy, o których ja nie mam zielonego pojęcia. A najlepsze jest to, że nie muszę, heh. Chociaż studentkom lektury podkradam, zwłaszcza te pedagogiczne...

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za wszystkie komentarze :)