O Blogu

Mama zaczęła pracować jeszcze w trakcie studiów. Trafiła do zespołu który składał się głównie z ludzi kilka lat po studiach. Szybko dowiedziała się, że jedna z koleżanek właśnie wróciła z urlopu macierzyńskiego. Jej syn, zwany Misiem, był pierwszy dzieckiem w zespole.

Mama i rodzicielka Misia przychodziły do pracy na 8 rano. Dzięki temu, jeszcze przed wypiciem pierwszej kawy Mama wiedziała już co Miś wczoraj zrobił, zjadł i dlaczego bolał go brzuszek. Reszta zespołu schodziła się do biura stopniowo, aż do 9 rano. W ciągu tej godziny Mama miała okazję przynajmniej jeszcze 3 razy wysłuchać historii o wieczorze i poranku Misia. Około 9.30 do pracy zwykle docierała ostatnia koleżanka, zbliżająca się do 30-tki, zawsze nienagannie ubrana i umalowana, bezdzietna. Kiedy wchodziła na open space rozlegało się gromkie „Iza, tobie jeszcze nie mówiłam jak mój Misio …”.

Mama i wszystkie pozostałe koleżanki w zespole (dla których macierzyństwo było wtedy jeszcze dość mglistą perspektywą), zawarły pakt i złożyły sobie wzajemnie solenną obietnicę, że kiedy same zostaną matkami nie będą zadręczać całego zespołu opowieściami o swoich dzieciach. A gdyby któraś o tej obietnicy zapomniała to pozostałe jej przypomną.

Kiedy urodził się Pietruszka, Mama z dnia na dzień zrozumiała co czuła mama Misia. Przecież Pietruszka był po prostu najpiękniejszym, najmądrzejszym i najzabawniejszym dzieckiem na świecie. Wprost nieprawdopodobnością było żeby świat nie zachwycał się wszystkim co zrobił, powiedział lub pokazał. I wtedy w Mamy głowie rozległo się gromkie „Iza, tobie jeszcze nie mówiłam …”. Sytuacja wydawała się patowa. No bo przecież Mama musi, inaczej się udusi. I wtedy Mama trafiła przypadkiem na jakiegoś bloga, a w jej głowie zaświtał nieśmiały pomysł.

Tak właśnie przez ostatnie 6 lat niniejszy blog uchronił Mamy otoczenie przed setkami historyjek o jej dzieciach. Z czasem stał się dla Mamy skarbczykiem chwil ulotnych i rozczulających, świadectwem wczesnego dzieciństwa jej (genialnych oczywiście) dzieci. Okazało się nawet że jest kilka osób które zaglądają tu w miarę regularnie, i to z własnej i nieprzymuszonej woli.

I tak to sobie właśnie Mama wymyśliła. Dlatego to nie jest i nigdy nie będzie „prawdziwy” blog parentigowy. Nie będzie tu porad, recenzji i blogowych zabaw. Nie będzie przepisów ani polemik na gorące tematy, czy to polityczne czy nawet te związane z dziećmi. Będzie tu za to mnóstwo historyjek, które Drodzy Czytelnicy mieliby szansę usłyszeć od Mamy w poczekalni u lekarza, w kolejce na poczcie czy w kuchni w biurze. Pod warunkiem oczywiście że nie byliby Izą.

4 komentarze:

  1. ha! I bardzo dobrze, że założyłaś! Mi tam akurat historyjki o dzieciach nie przeszkadzają, choć znam takie mamy, które opowiadają wszystko łącznie z kolorem kupki w pieluszce :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Odwiedzę Cię z przyjemnością!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odwiedzam od 6lat i nie chce przestawac......pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za wszystkie komentarze :)