Po zobaczeniu Zochacza, pierwszym zdanie każdej z nich było "O Boże, cały Pietruszka!". No fakt, pokrewieństwa by się nie wyparli. A potem pojawiały się kolejne pytania
- "Czy też ma taki apetyt?" (ma, ma),
- "Czy też z niej taki złośnik?" (jest, jest, zresztą kiedy strzeliła wczoraj focha ciocia Gosia od razu krzyknęła "O, to właśnie jest ta mina którą robił Pietruszka jak się obrażał").
- "Czy też jest taka ruchliwa? (i to jak!)
Dzisiaj Zochacz pierwszy raz została w żłobku sama, na 2 godzinki. Kiedy Mama ją odbierała ciocia Jola powiedziała "No na początku tęskniła, pochlipywała i wołała mama. Ale tak jak pani powiedziała dałyśmy jej kawałek banana i od razu się uspokoiła. A potem już było dobrze".
Wyhodowanie Wielkiego Łakomczucha ma swoje zalety. Swoją drogą, żeby przez te 2 godzinki nie chlipać i nie wołać "Zochacz" Mama poszła do cukierni na ciasteczko. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.


